Szukając słońca

Był 7 grudnia 2020 r. Z tygodniowym opóźnieniem pożegnaliśmy Gdynię i ruszyliśmy w drogę na południe szukając słońca 😉 I nawetnie nie straszna nam wiadomość, że dziś zamknęli przejście Brenner na granicy Austrii i Włoch z powodu dużego opadu śniegu 😂

Kiedy zapakowaliśmy się do vana w naszą 10 miesięczną podróż Mandela miał 2.5 roku, Malika 4.5 lat. Mandela w podróży w vanie spędził 1/3, Malika 1/5 swojego życia. Myślę, a teraz po powrocie widzę, że ta podróż, to czego doświadczyli, zobaczyli, dotknęli, poznali zostawi na nich ślad do końca życia. Bardzo się ze sobą zżyli, zaprzyjaźnili. Różnorodność ludzi, miejsc i doświadczeń zahartowała ich ducha i otworzyła na to, co inne, nieznane, zaś życie w outdoorze zahartowało ciało. Lubię na nich patrzeć, uczyć się od nich. To wielki dar być rodzicem takich dzieciaków, towarzyszyć im w tej podróży, jak i tej najdłuższej, jaką jest droga przez życie.

Teraz powinno już pójść gładko. Zaledwie kilka dni opóźnienia i będziemy na czas z postami. Tu mały komentarz – nigdy nam się to nie udało haha Choć kilka ostatnich nocy staliśmy w raju – otoczeni górami, drzewami, z drugiej strony Morzem Śródziemnym i… bez zasięgu 🙂 Dodatkowo szykuje nam się LOCKDOWN Włoch z zakazem wychodzenia z domów 😅 I jak my wytrzymamy na naszych 8m2? 😅

W nocy z niedzieli na poniedziałek 2 tyg. temu wypełniałem jeszcze papiery COVID’owe, żeby bez problemu można było przejechać przez Niemcy, Austrię i w końcu wjechać do Italii. No i co? Ani razu nikt nas nie zatrzymał, nie kontrolował. Granice przejeżdżaliśmy prawie o tym nie wiedząc. Dzieciaki bardzo dzielnie wytrzymały 3 dni jazdy. W nagrodę, pierwszy raz w życiu, zatrzymaliśmy się na McD i zamówiliśmy duże frytki. Uszy im się trzęsły, kiedy pałaszowali frytka za frytką. Druga nagroda – lepienie bałwana na włoskiej granicy, choć jechaliśmy szukać słońca 😅

Granicę włoską przekroczyliśmy wcześniej niż zakładaliśmy więc, z kilkoma godzinami w kieszeni, udaliśmy się do La Spezia, a dokładniej do Porto Venere. Kolorowa i przecudna nadmorska mieścina, zwieńczona skałą, na której stoją ruiny zamku i mały kamienny kościółek Św. Piotra. W końcu poczuliśmy, że żyjemy, jesienna chandra ustąpiła miejsca włoskiemu słońcu, kolorom, wszędobylskiemu uśmiechowi i cappuccino. Przystrojona już na Święta Bożego Narodzenia mieścina była zapowiedzią wspaniałych przygód.

Tego dnia czekała na nas jeszcze jedna niespodzianka, najważniejszy i najbardziej wyczekiwany punkt programu – przeprawa promowa. Po 2h w aucie zameldowaliśmy się w porcie Livorno. Pomiar temperatury, sprawdzenie biletu. Szybkie nakarmienie dzieciaków i wjeżdżamy. Co za radość dla dzieciaków! Dla mnie stres 😅 Tak dużym autem nie wjeżdżałem na prom, tym bardziej nie parkowałem w takiej ciasnocie. Szybko zabraliśmy dzieci, zameldowaliśmy się w biurze i pognaliśmy do kabiny. Do wypłynięcia mieliśmy jeszcze 2h, więc czas ten trzeba było należycie spożytkować. Długa ciepła kąpiel dla każdego, pranie rzeczy, czytanie książki, żeby o 2200 stanąć na górnym pokładzie czekając, jak z polerów zrzucą cumy i ruszymy na morze. Jak to z Włochami bywa często, o 2200 nic się nie stało. 20 min później cumy dalej trzymały prom MOBY przy nabrzeżu. Dzieciaki padały już ze zmęczenia, więc wróciliśmy do kabiny, żeby z okna podziwiać jak wielkie cielsko statku odrywa się od nabrzeża i nabiera prędkości. Ukołysani do snu wszyscy szybko zasnęliśmy.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s