Sardyńskie spotkania

Dziś trochę inny temat. Chciałbym podzielić się z Wami historią pewnego spotkania. W podróżowaniu to interakcje, szczególnie te głębsze, z innymi ludźmi są tym, co najbardziej nas pociąga i inspiruje. Dlaczego? Bo dopiero wtedy mamy możliwość wysłuchania, podzielenia się sobą. Spojrzenia z innego punktu na świat, na zdarzenia. Osobiście lubię słuchać, uczyć się od innych, doświadczać nowych rzeczy, z których mogę cieszyć się jak małe dziecko. Jak ostatnio, kiedy w 5kę przygotowywaliśmy ozdoby na choinkę, piekliśmy pierniki. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że to okres COVIDowy, jesteśmy z dala od rodziny w Polsce, a na przedświąteczne spotkanie (od 24.12 całkowity lockdown Włoch, więc spotkanie zaplanowaliśmy na 22.12) zaprasza nas polsko-sardyńskie małżeństwo, które poznaliśmy trochę przez przypadek, kilka dni wcześniej.

Po dwóch tygodniach na Sardynii nie możemy uwierzyć, że jest to część Włoch, część Unii Europejskiej. No bo, jak tu tłumaczyć taką ilość lokalnych rolników, od których można kupić żywność? Brak hoteli na plażach, brak mnóstwa wielkich firm, które zalewają rynek swoimi produktami? Jak wytłumaczyć to powolne tempo życia i obecność jednej z pięciu ‘Niebieskich Stref’, gdzie ludzie żyją zdrowo i długo?

Odpowiedzi na wiele tych pytań dostarczają nam właśnie spotkania, szczególnie te dłuższe, gdzie przy stole, podczas rozmów możemy wsłuchać się w to, co tworzy Sardynię – historię, kulturę, zwyczaje. Nie mówiąc już o wspólnym malowaniu, wyklejaniu i wypiekach 🙂

Po przyjacielsku goszczą nas Beata i Claudio mieszkający w Siniscola.Pierwszy kontakt na Whatsappie, namiar od znajomej i już po chwili Natalia mówi, że jesteśmy zaproszeni jutro na wspólny wypad w góry, a potem kolację. Ślinka zaczyna mi od razu lecieć i żołądek daje o sobie znać 🙂

Gdy spotykamy się następnego dnia, Claudio pakuje do swojego VW T5 sporo butelek. To nie tylko nasz pierwszy wyskok w góry na Sardynii, ale także powtarzany przez Beatę i Claudio zwyczaj jazdy po krystalicznie czystą wodę ze źródła leżącego w górach, u podnóża których leży Siniscola. Po tej wizycie kilka razy jesteśmy przy tym źródle, za każdym razem spotykając osoby, które jadę 30 minut po to, żeby zadbać o zdrowie planety (zero plastiku) oraz swoje.

Po powrocie, jeszcze przed chwilą pusty stół, zapełnia się apetycznymi przysmakami. Po trzech godzinach w górach jesteśmy głodni. I tu spotykamy się z czymś, o czym głośno w Polsce. Slowlife, slowfood to na Sardynii norma. W reszcie Europy, to najczęściej moda. Tu ludzie nie potrzebują najpierw dobrze zarabiać, żeby żyć slow. Na Sardynii to codzienność, sposób na życie, pracuje się żeby żyć, a nie na odwrót. Chleb carasau wypiekany przez mamę Claudio. Przygotowywane także przez nią: konfitura z miąższu pompii (cytrus rosnący w Siniscola), likier ze skórek oraz lokalny deser Sa Pompia z tego, co pozostanie 🙂 Idąc dalej: domowe wino, kiełbasa, zrobiona przez Claudio i jego rodzinę. Pomidory w zalewie, oliwki, bób – wszystko przygotowane przez Beatę, zalane własną oliwą. Woda z gór. Jedynie ser zakupiony…od przyjaciela pasterza. Smakując i słuchając poznajemy Sardynię. Beata jest skarbnicą wiedzy. Dziękujemy Beato!

Tydzień później, żeby zdążyć przed lockdown’em, jeszcze raz jesteśmy z wizytą u B&C. Prysznic i pranie, czyli pierwsza potrzeba wszystkich mieszkających w vanie. A potem siadamy do stołu, żeby przygotować ozdoby na choinkę. Zupełnie inną niż te, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Obłe patyki znalezione na plaży, powiązane sznurkiem. Dzieciaki tną, malują (łącznie z własnymi nosami i włosami). Natalia jest w swoim żywiole, relaksuje się przy takich pracach. Gdy choinka jest już ubrana i w 100% eko (to znowu nie trend) na stole ląduje stolnica, kilka wałków i zabieramy się za pierniki. A to wszystko przy kolędach Arki Noego 🙂

Slowlife, Slowfood to codzienność dla Sardynii, więc i dla Beaty i Claudio, stąd też Sardinia Slow Experience, lokalne biuro podróży, które prowadzą.

P.S. Kiedy Mandela podchodzi do mnie i mówi: ‘tata siku’ odwiedzamy toaletę. Po załatwieniu sprawy, myjemy ręce mydłem, zrobionym przez Beatę. Zioła, które zbierają podczas wypadów w góry, służą do wyrabiania w domu mydeł, kremów i maści 🙂 Sardynią jesteśmy zafascynowani!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s